Tolkmicko - Frombork 15/16.12.2000

Azymut 80o

nia 15 grudnia 2000 roku, godzina 1750 Czternaście ciemnych postaci wysiadło w Tolkmicku z autobusu. Mrocznymi ulicami miasteczka docierają w okolice mentarza. Pomimo gwieździstego nieba, jest ciemno. Za płotem płoną znicze i migają cienie krzyży. Krótka instrukcja druha wystarcza, by każdy wiedział jak dojść do Fromborka przy pomocy busoli i wyznaczonego azymutu. Cztery pary z busolami wyznaczają trasę. Nie jest to takie proste. Wysokie trawy, kępy kolczastych krzaków, wzniesienia i doły utrudniają wędrówkę. Co chwilę błyskają latarki. To prowadzący sprawdzają poprawność azymutu. Ale prawdziwe trudności zaczynają się w lesie. Głębokie jary ze strumieniami wprawiają niektóre osoby w rozpacz. Co chwilę w górę i w dół, pod górę i z góry. Uderzenia gałęzią w twarz. Zjazdy na brzuchu lub na tyłku. Marsz na czworakach. Błoto, błoto, błoto. Latarki rzucają coraz słabsze smugi światła. Na szczęście nie pada. Krótkie postoje pozwalają zebrać grupę do kupy i złapać trochę oddechu. Wtedy w głowie rodzą się pytania: Co ja tu robię? Tak przez cztery długie godziny. W końcu asfalt. Jeszcze tylko dwa kilosy i schronisko. Pojawia się możliwość podjechania. Niektórzy się decydują, inni walczą do końca. Koniec marszu. Prysznic. Kolacja. Naleśniki druha. Rozmowy do trzeciej nad ranem i kamienny sen do - siódmej. Przyjazd autobusem do Elbląga około 10 30.