"Odliczanka VI" - Braniewo-Elbląg 6-7.06.2009r.



uż po raz trzeci trasa "Odliczanki" prowadziła z Braniewa do Elbląga. Dlaczego? Dlatego, że najłatwiej na tej trasie odpadającym dostać się do Elbląga. Dlatego, że trasa prawie cały czas wiedzie polnymi drogami, duktami Wysoczyzny Elbląskiej zaglądając do bardziej znanych jej miejscowości. Dlatego, że idziemy cały czas czerwonym szlakiem i w razie czego zawsze można na niego wrócić. No i w końcu to ponad 60 kilometrów, co jest niezłym wyzwaniem. Ale myślę, że druh zmieni trasę kolejnej takiej imprezy.
Pogoda tego dnia nam sprzyjała. Słońce, nie za ciepło i nie za zimno. Szło się dobrze. Już po kilku kilometrach niespodzianka. Spotkaliśmy braniewską "Włóczybutkę" - "Lewą". Jak Czerwony Kapturek jechała rowerem do babci. Wzięła rower ze względu na wilka.
We Fromborku mała uroczystość. Niespodzianka numer dwa, którą "Włóczybuty" przygotowały druhowi w związku z jego 50 urodzinami. Przyśpieszyły życzenia co prawda o jeden dzień, ale właśnie to tego "starca" zaskoczyło i niezmiernie wzruszyło. U stóp Kopernika wędrowcy odśpiewali druhowi STO LAT. Przepyszny tort, wspaniałe, szklane puchary z wypiaskowanymi nazwami polskich pasm górskich w liczbie sześciu oraz lampa naftowa z logo sekcji - to podarunki, które otrzymał szef sekcji.
Następny dłuższy postój był nad Zalewem Wiślanym. Prawie wszyscy wdrapaliśmy się na otoczony wodą Święty Kamień. Z tego miejsca wspaniale prezentowała się Mierzeja Wiślana i baszty fromborskiego zamku.
W Tolkmicku niespodzianka dla naszych pań. Podczas popasu na schodach sklepu, mogliśmy obserwować przemarsz orszaku weselnego. Istny pokaz mody. "Włóczybutkom" oczy wychodziły z orbit. Potem otarliśmy się o Wały Tolkemita, weszliśmy na Klasztorne Wzgórze w Kadynach a o zachodzie słońca przechodziliśmy koło ruin wiatraka w Łęczu. Już w ciemnościach dotarliśmy do Jagodnika. Tuż przed tą wioską na polu odbywała się huczna impreza. Muzykę było słychać z daleka. Okazało się, że była to impreza związana z otwarciem nowego punktu agroturystycznego. Wszędzie ochrona. Myśleliśmy, że nas przegonią a oni zaprosili nas na kiełbaski i tańce. Był tam cały Jagodnik. Zmęczeni podziękowaliśmy i ruszyliśmy dalej. Ostatni postój był w centrum Jagodnika. Około godziny 23.00 przyjechała ciemna omega. Wysiadło z niej dwóch "drabów". Jeden z nich trzymał w rękach podejrzany, okrągły przedmiot. Na "Włoczybutów" padł blady strach. Okazało się, że to byli dwaj najstarsi synowie druha - Piotrek i Jacek, a tym przedmiotem - tort. Znowu słodkości. Ostatnie kilometry pokonaliśmy nie spiesząc się. Do muszli w Bażantarni dotarliśmy około 1-szej w nocy, 7 czerwca 2009 roku. Tam Paweł otrzymał od druha upragniony wpis do indeksu.