Jajecznicada - Rubno - Elbląg, 7.11.2009

7 listopada 2009r., po raz ósmy, "Włóczybuty" urządziły sobie "żółtą" ucztę w lesie. Na tej imprezie 38 wędrowców chciało porównać smak domowej jajecznicy, z jajecznicą zrobioną na ognisku. Jak wypadł ten pojedynek - nie ważne, ale było wesoło!

Z Rubna ruszyliśmy na tereny byłego wojskowego poligonu. Już przy pierwszej przeszkodzie wodnej- kąpiel. Najmniejszej Kasi zabrakło długości kroku i całą jedną nogą sprawdziła rodzaj dna rzeczki. Było na szczęście twarde i na szczęście chwyciła się prędko podanego kija, bo przechył był już znaczny. Potem odszukaliśmy dwa potężne dęby - pomniki przyrody. Olbrzymy na wszystkich zrobiły duże wrażenie. Stały od siebie około 80 metrów i nigdy się ze sobą nie zetknęły. Postanowiliśmy, chwytając się za ręce, przekazać im, jeden od drugiego, gorący uścisk. Potrzebnych było do tego 35 osób. Żeby objąć pień większego drzewa, rozciągnęło swe ramiona aż 5 "Włóczybutów". Niecały kilometr dalej odszukaliśmy pozostałości po dawnym majątku ziemskim - Zawiszynie. Musiało tam być kiedyś pięknie. Zapewne duży ogród porośnięty był wspaniałymi drzewami. Niektóre z nich przetrwały do dnia dzisiejszego. Pozostałości po kilku kamiennych piwnicach, zabudowaniach gospodarczych, ruiny dwóch bliźniaczych, okrągłych w środku budowli i wszędzie porozrzucane cegły- to ślady po majątku. Nie omieszkaliśmy odwiedzić leżącego w pobliżu "Karcianego Kamienia". Dostojny, otoczony 8 lipami czekał na kolejne rozdania. Wszystkim zaczął doskwierać głód.

Po pokonaniu głębokiego jaru rzeki Dąbrówki, druh znalazł miejsce na ognisko. Wkrótce skwierczał olej na dużej patelni a po następnej chwili zwierz ukryty w pobliskich kniejach wciągał zapach jajecznicy. Potrzebne były 3 pełne patelnie, żeby chętni spróbowali potrawy. Każda jajecznica była trochę inna. Jedna ze szczypiorkiem, inna z boczkiem, kolejna bez cebuli. Biwakowaliśmy grubo ponad godzinę. Głównym kucharzem był druh, ale oczywiście pomagała zaprawiona w bojach "Włóczybutowska" starszyzna. Na końcu szef chciał zaimponować wszystkim i zagasić, pierwszy raz w historii sekcji, ognisko przeterminowaną proszkową gaśnicą samochodową. Trzeba było widzieć jego minę, jak z gaśnicy wyleciała ledwie widzialna, biała strużka proszku.

No cóż ...! Do Krasnego Lasu pozostał już tylko półgodzinny marsz. Tam zakończyła się 179 impreza sekcji. Część wróciła do Elbląga pieszo, inni czekali na autobus a niektórzy wrócili własnym środkiem lokomocji.