Leśna Wigilia 18.12.2009r.



naleźliśmy jeszcze parę świecidełek z poprzedniego roku, które uszły naszej uwadze przy sprzątaniu po zeszłorocznej Wigilii. W tym roku wybraliśmy inne, sąsiednie drzewko. Tamto urosło.
Przenikliwe zimno nie odstraszyło nas. Było wszystko jak należy. Strojenie choinki, życzenia, opłatek, worek z własnoręcznie zrobionymi prezentami, sztuczne ognie i kolęda. Tylko jedna, bo druhowi "zamarzły" palce.
Każdy z nas przeżył Wigilię na swój sposób. Ta jedyna w roku i jedyna w swoim rodzaju impreza "Włóczybutów" ściągnęła do lasu turystów, którzy rozpoczęli swoje dorosłe życie, którzy nie mają już tyle wolnego czasu. Tak jest co roku!
Wszyscy razem, każdy ze swoim prezencikiem, udaliśmy się potem do wiaty. W ciągu kilku minut zapłonęło ognisko. Druh wstawił, na specjalnie wykonanym ruszcie, wodę na herbatę w metalowym, wojskowym szybkowarze. W tym czasie przy świetle świeczek dziewczęta wystawiały ciasto na stołach pod wiatą. Większość wypieków była zrobiona przez nie same, ale znalazły się też inne - "zdobyczne".
Mimo sporego ognia, nie wszyscy byli przygotowani na prawdziwie zimowe spotkanie. Szczególnie te osoby, które po raz pierwszy przyszły na Leśną Wigilię, szybko po poczęstunku udały się do domów. Tylko stara wiara pozostała dłużej grzejąc się przy ogniu, popijając gorącą herbatę i zajadając łakocie. Dla wielu dzień 18 grudnia 2010r. był zwykłym piątkiem. Dla nas był to piątek wyjatkowy.