Weklice - Elbląg 6.03.2010r.



jednej chwili pod "Bobem" załamał się lód przykryty sporą warstwą śniegu i nasz twardziel znalazł się po pas w wodzie. Bez problemu wydostał się z rzeczki, ale musiał wracać do domu. Wydarzenie to miało miejsce przed czołem wodospadu w lesie, w okolicach Weklic. No cóż, tak bywa.
Do Weklic doszliśmy z Bogaczewa. Po drodze dołączyli do nas bracia Bagińscy - Tomek i Paweł, krewni "Kwatermistrza". Maszerując w blasku słońca, przy lekkim mrozie, przyglądaliśmy się sporemu stadku polnych saren. Ich białe pupcie podskakiwały co rusz, tworząc zabawny widok. Za Weklicami weszliśmy w las i dotarliśmy do wspomnianego wodospadu. Woda spadała w dół w pięknie zamarzniętej ramie. Aparaty poszły w ruch. Każdy chciał znaleźć dla siebie najdogodniejszą pozycję do zrobienia zdjęcia. Tego dnia trasę przygotował i prowadził "Kwatermistrz". Potrzebowaliśmy kilkunastu minut, żeby znaleźć się wysoko nad strumieniem, w miejscu dawnego, pruskiego grodziska. Niezły widok w dół a wokół wyraźne ślady wałów byłego, ziemnego grodu. Dla odmiany, karkołomne zejście do strumienia. Jedni zbiegali, inni powoli schodzili, ale najwięcej było zjeżdżających na tyłkach. Jedna ze studentek zrobiła nawet fikołka, czym zasłużyła sobie na takąż ksywę. Potem uciążliwy marsz wzdłuż strumienia i w końcu tradycyjne ognisko. Po dłuższej nieobecności na rajdzie pojawiła się "Sumienie" z narzeczonym "Świętym" oraz "Emcia". Gdy podjedliśmy ruszyliśmy do Sierpina. Tam jedna z mieszkanek poskarżyła się nam, że zakład produkujący w tej wsi meble, dostał zezwolenie na budowę spalarni. Zagrozi to znajdującym się w pobliżu gniazdom orłów i licznym zwierzętom pobliskich lasów. Jej interwencje u sołtysa, konserwatora przyrody i u innych organów państwowych nie przynoszą jak dotąd skutku. Dała nam do zrozumienia, że znajomości i powiązania, robią swoje. W tej wsi, część "Włóczybutów" poszła do autobusu, do Przezmarka, a reszta ruszyła w kierunku "berlinki". Za nią znajduje się obszar leśny, w którym jest ... ? Tajemnica wojskowa. Ale dawno już czegoś takiego nie widzieliśmy. Robi wrażenie. Na pętli autobusowej, przy cmentarzu na Dębicy, rozstaliśmy się. Każdy ruszył do swojego domu.