"Odliczanka VII" - 12.06.2010r.



ie daliśmy rady i trudno powiedzieć dlaczego! Przecież nie raz już przechodziliśmy dystanse dłuższe niż 50 kilometrów. Trudno, ale było fajnie! Do Ornety zajechaliśmy 12 czerwca 2010 roku około godziny 9.45. dwoma środkami lokomocji, bo do pierwszego busika nie wszyscy się zmieścili. Z Ornety wyszliśmy około 10.00. Było nas 15 osób - "Herbatka", Sonia, "Procent żeński", Daria, Agnieszka, Ania, "Idol", "Haribo", "Kwatermistrz", Łukasz, Wojtek, Kamil, Paweł, "Procent męski" i druh. Pierwszy etap naszej wędrówki prowadził do wsi Bażyny, miejsca zamieszkania "Pomadki". To około 8 kilometrów, które nie śpiesząc się zbytnio, przeszliśmy wciągu około 2 godzin.



Na rogatkach osady spotkaliśmy "Pomadkę" na rowerze. Wyjechała po nas. Przeszliśmy prawie przez całe Bażyny, słuchając opowieści Magdy o tej wiosce. Dowiedzieliśmy się sporo ciekawych rzeczy. Po drodze odpoczywaliśmy w wiejskim parku i zaliczyliśmy krótki postój w sklepie. Gościnność rodziny "Pomadki", a w szczególności mamy, przeszła nasze oczekiwania. Wszystko już było przygotowane na nasze przyjście, oczywiście zapowiedziane. Na stole pojawił się przepyszny bigos z wkładką, a do niego świeże bułeczki. To danie, a każdy wziął przynajmniej jedna repetę, popijaliśmy niezwykłym, zimnym napojem. Trudno jest opisać smak a była to po prostu herbata miętowa z cytryną i odrobiną cukru. Na deser gospodyni wniosła ciasto z pianką cappucino. Istny rarytas ("Spetzu", czemu Ciebie nie było?!). Najedliśmy się jak bąki i to był pierwszy powód naszej porażki. Po około półtora godzinnym biesiadowaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Tuż przed wymarszem druh gorąco podziękował za gościnę i zostawił na pamiątkę zdjęcie proporca sekcji z dedykacją.



Minęliśmy Dąbrówkę i dotarliśmy do Spędów. Tu odliczyła się spora część naszej ekipy. Było gorąco i pełne żołądki dały znać o sobie. Do autobusu wsiadły "Włóczybuty", które pierwszy raz brały udział w "Odliczance". Pozostała nas szóstka. We wsi Gładysze z ciekawością obejrzeliśmy rozległe ruiny i zabudowania dawnego dworu. Zauważyliśmy tablice mówiące o planach odbudowy tego majątku. Mamy zdjęcia i porównamy! Pogoda zaczęła się psuć. Było raz ciepło, raz chłodno i popadywało. Spokojnym tempem minęliśmy Wilczęta, Księżno. W okolicach Nowicy zatrzymał się przed nami żółtawo-zielonawy samochód marki renaut. Jakież było nasze zdziwienie, gdy rozpoznaliśmy w nim rodziców "Haribo". Potajemnie wezwał pomoc i w tym miejscu się odliczył. Pozostała nas piątka wędrowców. Z sentymentem pozostawiliśmy, na prawo od nas, Krasinek. Tu podczas 150 rajdu ugościła nas wspaniała rodzina druha uczennicy. Po zdobyciu Młynarskiej Woli, weszliśmy do Młynar. Był kwadrans przed dziewiętnastą. Krótki popas, zakupy i kolacja na przystanku autobusowym. Nasze zmęczone twarze wzbudziły współczucie u babci oczekującej na autobus. Gdy dowiedziała się o naszej wędrówce postanowiła nas na siłę wpakować do autokaru odjeżdżającego do Elbląga o 19.26. Dyplomatycznie zwinęliśmy się i ruszyliśmy dalej. Po upływie kilku minut, tuż za Młynarami, wyprzedzający nas autobus zatrzymał się. W drzwiach ujrzeliśmy znajomą twarz uśmiechniętej staruszki. Razem z kierowcą gorąco zachęcali nas do wejścia na pokład pojazdu. Z trudem oparliśmy się i rozbawieni podążyliśmy przed siebie. Szarzało i było chłodno i znowu padało. Cała nasza wędrówka prowadziła asfaltowymi drogami. To był drugi powód porażki. Pojawiły się bąble i odciski. Pobolewały stawy i stopy. Zostawiliśmy za sobą Zaścianki i Zastawno. Na wschodzie, przez dłuższy czas widniała podwójna tęcza. Około dwudziestej drugiej dotarliśmy do Pomorskiej wsi. Zostało jeszcze około 10 kilometrów, ale zmienna pogoda zrobiła swoje. To był gwóźdź do ... Razem podjęliśmy decyzję o przerwaniu "Odlicznki VII". Po kilkunastu minutach przyjechały po nas dwa samochody. Zmęczeni, ale pełni wrażeń odjechaliśmy do Elbląga - "Herbatka", "Idol", "Kwatermistrz" Paweł i druh.