Nadbrzeże - Elbląg 04.04.2001

ędrówka rozpoczęła się niewinnie. Pociąg opuściliśmy w wesołych nastrojach. Idąc asfaltem minęliśmy Wzgórze Nadziei z pomnikiem więźniów filii obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Wąska droga powiodła nas w głąb Próchnickiego Jaru, na dnie którego głośno szemrał potok Kamienica. Przeprawa przez niego była pierwszą atrakcją. Każdy szukał najbezpieczniejszego miejsca, rozciągnęliśmy się więc na szerokość około dwustu metrów. Zdobycie wzgórza po drugiej stronie potoku było drugim, nie lada zadaniem. Na szczycie, spoceni i zasapani zebraliśmy się wszyscy do kupy - 32 osoby. Niektórzy mieli już dość a do Elbląga pozostało jeszcze kilkanaście kilometrów. Skraj lasu, w pobliżu Próchnika, był miejscem dłuższego "popasu". Ognisko, kiełbaski, grzanki i kanapki oraz rozrzucone po polu, siedzące grupki studentów oddające się bez reszty jedzeniu i omawianiu bieżących problemów, stwarzały wrażenie rodzinnego pikniku. Próchnik już z dala przywitał nas strzelistą wieżą starego, zabytkowego kościoła i sklepem, w którym uzupełniliśmy zapasy. Wieś długa, z zachowanymi domami podcieniowymi, znajduje się już w granicach administracyjnych miasta Elbląga. Miedzy Próchnikiem a Elblągiem rozciąga się były, zaniedbany wojskowy poligon ze zmienioną względem mapy (dla zmylenia przeciwnika) siecią dróg. Kluczyliśmy po nim chodząc po bezdrożach, mijając czołgowe doły, resztki betonowych umocnień. Zajęło nam to sporo czasu. W końcu dotarliśmy do asfaltowej drogi w pobliżu Rubna Wielkiego, która zaprowadziła nas do dzielnicy Zatorze w Elblągu.