"Złota Wyspa" - 03.03.2012



lekroć jesteśmy na tym trójkątnym skrawku Żuław, zawsze jesteśmy zaskakiwani wyglądem wyspy, pogodą i w ogóle przyrodą. Tym razem było podobnie.
Jak nigdy, szło nam się bardzo dobrze. Zmrożone trzciny i ziemia pod nimi tworzyły twardą, w miarę suchą powierzchnię. Słońce i ostry wiatr towarzyszyły nam w drodze do latarni.
Ostatnie pięćset metrów były bajeczne. Trudno to opisać ale zdjęcia pomogą zrozumieć, co nas tam zachwyciło. Do samej latarni szliśmy lodową, białą groblą. Z obu jej stron zamarznięty, siwy Zalew Wiślany. Świetna widoczność i te barwy, odblaski światła załamujące się na zwietrzałych, połamanych, lodowych krach.
Przy samej latarni trzeba było bardzo uważać, ale mimo drobienia i tak nie obyło się bez wywrotek i poślizgów.
"Andzia"- latarnia, ustrojona w zieloną kreację, zwracała na siebie uwagę wszystkich "Włóczybutów". Wyraźnie wyróżniała się od otoczenia. Szkoda, że nie było z nami naszej Andzi- "Ciepniętej".
Do powrotu zmusił nas zimny wiatr, który po kilku minutach wyraźnie osłabł. Zrobiło się ciepło i droga powrotna była już mniej sucha, o czym mogliśmy się przekonać tuż przed mostem, przez który dostaliśmy się na stały ląd.