Z Kadyn do Próchnika. 18.03.2017r.





ogoda była w sam raz. Było chłodno, ale marsz nas rozgrzewał. Już na pierwszym podejściu, schodami pod kadyński klasztor, niektórzy mogli sprawdzić swoją kondycję. Było troszkę sapania. Zaraz po zejściu z klasztornej góry, przeprawie przez rzeczkę i stromej wspinaczce, odgłos sapania wzniósł się ponad pierwsze trele ptaków.
W miarę przebytej trasy organizmy dostroiły się do potrzeb terenu. Ogólnie było wesoło. Między Suchaczem a Łęczem zapłonęło ognisko. Było nam ciepło i zmitrężylismy tam sporo czasu, ale przynajmniej odpoczęliśmy. Tradycyjnie pot wystąpił ponownie przy podejściu pod Kamień Bismarka. Druh wskazał świetnie ukrytą skrytkę geotrackingu. I pomyśleć, że takich ukrytych skarbów jest mnóstwo w całej Polsce.
Najgorszym odcinkiem było przejście polami między Łęczem a Próchnikiem. Otwarta przestrzeń, chłód i wiatr. Udało się i to w miarę szybko, bez ofiar. Potem jeszcze jeden stromy wąwozik, ku uciesze Pani Ali i Próchnik.
Na autobus do Elbląga spóźniliśmy się dosłownie kilka minut. Nie chciało nam się w tym zimnie czekać na następny. Po kilku telefonach z Elbląga nadjechał prywatny transport.