"Próchnicki Jar". 14.10.2017r.





ierwszy w tym sezonie rajd był prawdziwym sprawdzianem dla nowych członków sekcji.
Już w Próchniku po wyjściu z autobusu spadł na nas rzęsisty deszcz i właściwie padał raz więcej, raz mniej przez całą wędrówkę. Być może niektórym przeszło przez głowę, że druh odwoła rajd? Nic z tego, szef "Włóczybutów" ruszył w kierunku lasu, w środku którego ciągnął się głęboki wąwóz - Próchnicki Jar.
Już po kilkunastu minutach marszu adidasy były mokre ale "młodzi" twardo podążali w nieznane. Doszliśmy do skraju wąwozu. Ci, którzy myśleli że nie dadzą rady zejść na samo dno, mylili się. Wszyscy po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na brzegu strumienia przy "Wielkim Kamieniu". Obłocone kolana i tyłki, to niezbity dowód na to, że teren był trudny. Większość pierwszy raz w życiu ześlizgiwała się z tak stromego zbocza.
"Wielki Kamień" to potężny głaz narzutowy. Zostawił go tu na dnie lodowiec. Wiele takich nieożywionych pomników przyrody jest na Wysoczyźnie Elbląskiej.
Przy głazie pamiątkowe zdjęcie po którym druh dał znak do dalszej wędrówki wzdłuż strumienia, do dużego leśnego paśnika. Kilkanaście razy przechodziliśmy raz na jedną, to na drugą stronę rzeczki "Kamienicy"pokonując błotniste pułapki. No, oczywiście musiało się coś zdarzyć.
Żaneta, która już trzeci rok jest wśród "Włóczybutów", maszerowała w adidasach na rzepy. Wpadła w bagno i wyszła z niego boso. Na szczęście udało jej się wyłowić oba buty.
Druh zdecydował przyśpieszyć i zdążyć na wcześniejszy autobus. Z paśnika wspięliśmy się ostro zboczem jaru w kierunku Próchnika. Tył naszej grupy cały czas ubezpieczali "Pan Andrzej" z "Idolem". Zbierali niedobitki i przywracali je do "życia". To dwaj "Super Włóczybuty" , już dobrze z ponad setką imprez sekcji na karku. Na górze druh znalazł świerkowy zagajnik i po pięciu minutach zapłonęło ognisko. Pojawiły się kiełbaski, termosy i podziw szefa dla całej gromadki. Nikt nie marudził, nikt nie narzekał. Wszyscy byli zadowoleni i uśmiechnięci. No, zapowiada się niezła paczka.
Do Próchnika był już tylko żabi skok - około 2 kilometrów a potem ciepły autobus, dom i gorąca herbata.