Dziki Nogat "Total Extreme" Reaktywacja 18.10.2003

Malbork - Parów Węgry - Malbork

O rezerwacie Parów Węgry

areszcie nadeszła sobota, więc studenci zaczęli swoją włóczęgę. Tym razem postanowiliśmy powtórzyć rajd "Dziki Nogat" z ubiegłego roku.

Zbiórka zaplanowana na 8:20, na Dworcu PKP w Elblągu trochę się opóźniła, ale i tak zdążyliśmy na pociąg do Malborka. Już w czasie jazdy atmosfera w grupie była wyśmienita i zaczęliśmy się "integrować" - ci, co byli pierwszy raz mogli od razu poczuć się jakby chodzili z Włóczybutami od zawsze. Po dojechaniu do celu, "Święty" wygłosił krótkie kazanie o sprawach organizacyjnych i wyruszyliśmy na szlak. W pierwszym etapie wyprawy grupa szybko przemknęła przez centrum miasta - nikt nie chciał zatrzymać się przy sklepach - wszyscy czekali na mocne wrażenia.

Pierwszy postój miał miejsce już przy Zamku Malborskim, gdzie odbyła się sesyjka zdjęciowa. Potem pełni wigoru ruszyliśmy zdobywać szlak. Humory nam dopisywały, a niektórzy nawet śpiewali turystyczne piosenki. Marsz wzdłuż "Dzikiego Nogatu" rozpoczął się spokojnie, asfaltową aleją spacerową, potem żwirową wzdłuż rzeki, która wyglądała urzekająco. Już na samym początku od peletonu odłączyła się mała grupka, która stawiała na prędkość - sprawiali wrażenie, że znają trasę, bo bardzo szybko zniknęli nam z oczu, ale pierwsze podejście spowrotem scaliło grupę. To pierwsze podejście było znakiem, że zaczął się "Total Extreme". Nasi przewodnicy zadbali o naszą "słabą kondycję" i wciąż ganiali nas góra - dół - góra - dół, i nie było to tamto, każdy musiał iść, choć było czasami ciężko. Droga była kręta, śliska, a czasami bardzo stroma, co dodawało pieprzyku całej wyprawie. Na błoto nikt nie zwracał uwagi, bo choćby nie wiem jak się starać to i tak suchą nogą nie dałoby się przejść do końca.

Warto wspomnieć o przepięknych krajobrazach nieujarzmionego Nogatu, które podziwialiśmy w trakcie marszu, niejednokrotnie zapierały dech w piersiach. Czasami można było nawet usłyszeć opowieści z poprzedniej edycji "Dzikiego Nogatu".

Wędrując dolinami i górami, z nieprzewidzianymi niespodziankami w postaci bardzo stromych zejść i wejść doszliśmy do Rezerwatu Przyrody "Parów Węgry". Tam, uprzednio pouczeni przez przewodników grupy, staraliśmy się zachować ciszę, choć dla niektórych było to trudne, a nawet niewykonalne. W rezerwacie znów odbyła się sesyjka zdjęciowa i bardzo "nieprzyjemna" rzecz - sprawdzanie obecności!!! (większości nie zależało na wpisaniu się, na listę - liczyło się to, że pokonali trudną trasę "Dzikiego Nogatu" - byli szczęśliwi).

W trakcie przerwy w rezerwacie można było coś przekąsić i podziwiać piękne okoliczności przyrody. Po tak urozmaiconym postoju zaczęliśmy wychodzić z Rezerwatu, przy okazji pozbieraliśmy śmiecie, które zostawili poprzedni pseudo-turyści; oj! nazbierało się tego!!! Kiedy w końcu wydostaliśmy się z gąszczy i leśnych ostępów, zbliżając się do wsi Węgry, dobiegło nas rżenie koni z pobliskiej stadniny. Wiadomość, że tu znajduje się koń, na którym jeździł Wiedźmin dodała nam nowych sił. Wszyscy ruszyliśmy "z kopyta" na zwiedzanie stadniny "Rotmistrz". Stajenny oprowadził nas pokazując konie, a wiadomego konia-aktora poczęstowaliśmy jabłkami.

Niestety, co dobre szybko się kończy, więc i nasza wędrówka dobiegła końca. Zostało nam tylko dostać się do domków. Stanęliśmy murem na przystanku w Gościszewie i czekaliśmy na autobus, który miał nas dowieźć do Malborka. Humorki nadal nam dopisywały. W Malborku sprintem do opóźnionego pociągu i już jechaliśmy do Elbląga. W pociągu zaczęło nam się robić smutno, że nasza przygoda już się skończyła, ale przecież już wkrótce znów wyruszymy się powłóczyć!!!

Tekst autorstwa: Alicji "Mamuśki" Gronek