Włóczyska - Elbląg 13.12.2003

Włóczybuty we Włóczyskach

zikim i przeraźliwym kwikiem przywitała 48 wędrowców wieś Włóczyska, położona około 20 kilometrów na północny wschód od Elbląga. Dzień 13 grudnia był ostatnim dniem zarzynanej, w mijanym przez nas gospodarstwie, świni. Na podwórzu zagrody, czterech mężczyzn i jedna kobieta pozbawiali (w niezbyt humanitarny sposób) życia tucznika. Jeszcze gdy wychodziliśmy ze wsi, echo opowiadało o rozgrywającej się we wsi tragedii. Nastrój wśród studentów był taki sobie, ale wkrótce wspaniały widok rozciągającego się przed nami parowu, pozwolił zapomnieć o niedawnym zdarzeniu.
Dnem jaru płynął dość szeroki strumień, przez który co jakiś czas studenci się przeprawiali. Druh tylko powiedział, że trzeba iść ciągle wzdłuż rzeczki aż do umówionego znaku. "Włóczybuty" rozwinęły się więc na kilkaset metrów. Trasa wymagała dużego skupienia w związku z bagnistymi brzegami, śliskimi kamieniami, błotnistymi skarpami i niepewnymi, przerzuconymi przez nurt drzewami. Przez około półtorej godziny trwała wspaniała zabawa, którą druh zakończył na zboczu góry, po lewej stronie potoku. Ubiory niektórych studentów wyglądały zupełnie inaczej niż po wyjściu z autokaru. Nie doliczyliśmy się 12 studentów, którzy jednak po kwadransie zostali odnalezieni przez naszych "komandosów". Po krótkim odpoczynku i niewielkiej wspinaczce dotarliśmy do wsi Karszewo. Po drodze tajemniczy Mikołaj zawieszał dwukrotnie na naszej drodze, na drzewach, reklamówkę pełną cukierków, którą szybko opróżnialiśmy.
Odcinek do Majewa prowadził polami i skrajem lasu. We wsi zrobiliśmy dłuższy popas i wysłuchaliśmy, niezrozumiałej do końca, opowieści starszej kobieciny. Jedyne co zrozumieliśmy to, że ogromny świerk, pod którym staliśmy był posadzony przez tę babcię 26 lat temu, gdy urodziła swojego pierwszego syna. Milejewo, nasz kolejny cel, znajdowało się około 3 kilometrów od Majewa. Mokry asfalt szybko doprowadził nas do tej miejscowości. Tam część "Włóczybutów" dostała od szefa zgodę na powrót dowolnym środkiem lokomocji do Elbląga. Wzmógł się wiatr i zaczął zacinać mokry śnieg. Zrobiło się zimno i mokro. Szliśmy dalej i współczuliśmy tym, co czekali w Milejewie na upragniony autobus. Gdy po około godzinie marszu, w Dąbrowie, weszliśmy na czerwony szlak prowadzący do Bażantarni, żaden autobus jeszcze nas nie minął. Życie to sztuka wyboru!!!
Bażantarnia ochroniła nas przed wiatrem. Przykryta cienką warstwą śniegu wyglądała tajemniczo. Rozpalenie ogniska zajęło nam tylko chwilę. W ogniskowym menu znalazły się kiełbaski i bułki, jabłka, ciastka i cukierki. Humory dopisywały nam przez całą wędrówkę, lecz ciepły ogień sprawił, że zrobiło się jeszcze bardziej rodzinnie. Po półgodzinnym pikniku 18 przemoczonych wagabundów, życząc sobie WESOŁYCH ŚWIĄT, odnalazło drogę do swoich domów.